W sieci pojawiła się dość kontrowersyjna rzecz, a mianowicie porównywarka cen usług biura podróży Rainbow Tours. Kontrowersja miała polegać na tym, że zestawiono w niej ceny proponowane użytkownikom korzystającym z wyszukiwarki w trybie incognito oraz normalnym, przy czym te drugie były wyższe. Miała być to zasługa plików cookies, coraz ważniejszego narzędzia w e-handlu.

W internecie zawrzało, że takie praktyki są nieetyczne względem klientów i aż strach pomyśleć, że mogą mieć miejsce częściej. Rainbow Tours zarzuty oczywiście odpiera tłumacząc, że tego typu postępowanie byłoby im nie na rękę ze względu na utratę potencjalnych klientów, którzy w poszukiwaniu niższych cen pójdą do konkurencji. W tej sytuacji niczego nie można było udowodnić, ale eksperci zaznaczają, że takie zachowanie jest możliwe. Jednocześnie podkreślają ogrom ryzyka przy jego stosowaniu sugerując rzadkie występowanie tegoż.

Tu może się nasuwać pytanie, czy popularne „ciasteczka” nie ingerują zanadto w naszą prywatność i jaka jest ich rzeczywista rola w e-handlu? W tej kwestii nie możemy absolutnie mówić o czymś takim jak casus Wielkiego Brata. Pliki cookies owszem przechowują różne dane na temat naszych zainteresowań, ale nie są one powiązane z nami, jako konkretnymi osobami. Dla „ciasteczek”, i tym samym dla marketerów, jesteśmy po prostu losowo przypisanymi numerami identyfikacyjnymi. Nie otrzymują dzięki nim większej ilości danych niż nasza płeć, wiek czy np. hobby. Ma to duży walor dla próbujących zainteresować nas swoimi produktami, bo mogą dzięki zdobytej wiedzy np. łatwiej dopasować reklamy pod nasze potrzeby, co może niekiedy być z korzyścią dla nas. Specjaliści są zdania, że mogą mieć one również wpływ na ustalanie cen. Mechanizm działania w tym wypadku wygląda mniej więcej tak – dzięki plikom cookies wiadomo jakie strony najczęściej odwiedzamy i jakie są nasze zainteresowania, a przez to marketerzy mogą sądzić, że jesteśmy w stanie więcej za nie zapłacić. Z reguły jednak taka wiedza prowadzi do eksperymentowania wariantami cenowymi na korzyść klienta, czyli obniżeniem kosztów pożądanych dóbr.

Wracając do samej prywatności należy zauważyć, że w erze portali społecznościowych, niejednokrotnie sami podajemy na tacy więcej danych o sobie niż pliki cookies. Inną sprawą jest fakt, że można je po prostu wyłączyć i stać się dla reklamodawców niewidzialnym. Większość stron informuje nas zresztą o fakcie ich używania. To wersja polecana osobom mocno ostrożnym i obawiających się, że wszystko co zrobią w internecie może zostać wykorzystane przeciwko nim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *